Z języka angielskiego "due diligence" to "należyta staranność". O co dokładnie chodzi?

Mamy tu do czynienia z badaniem prawnym polegające na tym, że prawnik wchodzi do firmy na tydzień, dwa, czasem dłużej i sprawdza całą dokumentację prawną.

Dlaczego robi się coś takiego i w jakiego typu transakcjach?

Najczęściej wykonuje się to w sytuacjach zbycia/sprzedaży przedsiębiorstwa bądź jego zorganizowanej części, ewentualnie udziałów lub akcji w spółce. Jest to związane
z artykułem 55, punkt 4 kodeksu cywilnego: „Nabywca przedsiębiorstwa lub gospodarstwa rolnego jest odpowiedzialny solidarnie ze zbywcą za jego zobowiązania związane
z prowadzeniem przedsiębiorstwa lub gospodarstwa, chyba że w chwili nabycia nie wiedział o tych zobowiązaniach, mimo zachowania należytej staranności. Odpowiedzialność nabywcy ogranicza się do wartości nabytego przedsiębiorstwa lub gospodarstwa według stanu w chwili nabycia, a według cen w chwili zaspokojenia wierzyciela. Odpowiedzialności tej nie można bez zgody wierzyciela wyłączyć ani ograniczyć.”.

Oczywiście słowem-kluczem jest tu stwierdzenie: „mimo zachowania należytej staranności”. Owa należyta staranność jest często również przedmiotem oceny przez sąd, jeżeli wierzyciel takiego sprzedającego zgłasza się do nabywcy. 

Można więc powiedzieć, że zgłoszenie potrzeby takiego „due diligence” to swego rodzaju polisa ubezpieczeniowa dla kupującego, bo sąd sprawdza, czy ów kupujący dokonał należytej staranności. Jeżeli badanie to przeprowadził i posiada stosowny raport z jego zakończenia, zawsze może wykorzystać go przed sądem i w ten sposób zabezpieczyć swoje przyszłe interesy.

Co jeszcze warto wiedzieć na ten temat?

Zobaczcie koniecznie nasz najnowszy film, w którym nasz prowadzący mówi o prawie jak zwykle – prosto 🙂

Gorąco polecamy!